Zapalenie pęcherza i cewki moczowej u jeża

Osobny wpis będzie o tych właśnie schorzeniach, bo przez ostatni rok zostałam absolutną specjalistką w tym temacie. Za sprawą nawracających chorób u Tonusia.

Pierwszy raz był dla mnie koszmarem. Mały nie pokazywał po sobie niczego. Normalnie biegał, jadł, wypróżniał się, zdawał się być szczęśliwym malcem (miał koło 7 może 8 miesięcy). Pamiętam doskonale, była druga w nocy, a on jeszcze nie wyszedł ze swojego posłanka. Wiadomo, że jeżusie zmieniają sobie czasem pory wstawania (ma na to wpływ nadchodząca zmiana pogody, deszcz, ciśnienie, bo te maluchy to spore wrażliwce). Akurat w tym czasie zmiany hormonalne dawały mocno o sobie znać, więc nigdy nie wiedziałam w jakim humorze mały wstanie, czy będę jego kumpelą, czy może obcym bytem na jego terytorium (w trakcie zmian hormonalnych to ruletka, a zmienność zachowań jest zupełnie ok). 

Wyszedł bardzo powoli, i pierwsze co zauważyłam (nawet przy tej ciemnicy, w której zawsze siedzimy) to fakt, że cały brzuszek aż do mordki Tony miał w krwi. To był pierwszy akt mojego przerażenia. Natychmiast wzięłam to moje wyrywające się i nienawidzące brania na ręce szczęście i wymyłam brzuszek (już przy większym świetle) obejrzałam dokładnie i na wszelki wypadek zasypałam solidnie zasypką polecona przez lekarkę malucha na wszelkiego typu ranki i zadrapania. I Tonuś z tym żółtym z zasypki brzucholem poszedł się wysikać. Jak macie jeżyka, to wiecie, że pierwsze sikanie po przebudzeniu to takie bardzo strażackie jest, czyli duże. Patrzę ja na tego malucha, a on sika krwią, i krew ciągnie się za nim stróżką. Tu już następuje taka moja histeria, że nie byłam w stanie wyszukać w google całodobowej kliniki w moim mieście. Mój partner, do którego oczywiście zadzwoniłam łkając do telefonu wyszukał numer i adres.

Zapakowałam małego do jego wyjazdowego gniazdka i czekałam na taksówkę, a czas dłużył się niemiłosiernie. Taksówkarz widząc w jakim jestem stanie dojechał do kliniki w kilka minut, a ja waliłam w drzwi i darłam się, żeby mi ktoś otworzył. Na szczęście lekarka, która nas przyjęła miała jakieś doświadczenie w jeżykach, więc badanie poszło sprawnie. Dała mu zastrzyki na zatrzymanie krwawienia i coś tam jeszcze. Następnego dnia byliśmy u Pani Doktor Kasi (klik)która stwierdziła zapalenie pęcherza, dobrała antybiotyk i samo leczenie poszło sprawnie i szybko.

Ja myślałam, że mały umiera, że ma krwotok wewnętrzny. Serio, na chwilę odebrało mi zupełnie połączenie z rozumem. Dodam, że do nocnej lecznicy pojechałam w pidżamie, dwóch różnych butach i bluzie mojego partnera. Pidżama była zakrwawiona, bo czyściłam w niej Toneczka. Jak się później dowiedziałam, nie ja jedna wpadam w taką histerię, kiedy z maluchem dzieje się coś złego.


I tu rozpoczyna się nasza nierówna walka z nawrotowymi zapaleniami pęcherza i cewki moczowej. Bo one raz na jakiś czas się pojawiają niestety. Tonuś ma zawsze ciepło, żadnych przeciągów, nagłych zmian temperatury, na panelach ocieplenie na czas jego biegania. Nic, co mogłoby powodować to zapalenie. Ja już nauczyłam się rozpoznawać wczesne symptomy zwiastujące chorobę, więc jest trochę łatwiej, bo mały nie zdąży się nacierpieć bólowo, a już ratujemy się leczeniem.

Jak zauważycie krew w moczu, krew na wybiegu w pobliżu oddanego moczu, czy sikanie po kropelce (zapalenie cewki moczowej), opuchnięcie siusiaka, brzuszka w okolicy jąder, biegnijcie natychmiast do lekarza z maluchem, bo on już bardzo cierpi, a jak wiadomo jeżuś nie pokaże i nie powie, że choruje jak się to zaczyna. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s