Dysk czy kołowrotek

Postanowiłam poruszyć ten temat w osobnym wpisie i trochę pochylić się nad nim.

Ja nigdy nie posiadałam kołowrotka, bo już w pierwszych rozmowach z Panią Sylwią (klik) wiedziałam, że kołowrotek to zło dla jeżyka. Kołowrotek czyli potocznie karuzela jest absolutnie niedostosowany do budowy anatomicznej jeża. W nienaturalny sposób wygina mu kręgosłup podczas biegania, a wszystko co jeżyk wydali z siebie podczas tuptania w kołowrotku ląduje na jego igiełkach, bo kręci się razem z nim. Mamy więc już dwa minusy, które ze względu na zdrowie i higienę dyskfalifikują kołowrotek jako urozmaicenie wybiegu. Dla mnie te dwa powody wystarczą, by nawet nie pomyśleć o unieszczęśliwieniu Toneczka tym wynalazkiem, który u innych mautkich ssaków pewnie się sprawdza. U jeżyka kołowrotkom mówimy duże NIE.

Dysk również ma wady, ale nie takiej rangi jak kołowrotek. Jako, że Tonuś nie należy do malutkich jeżyków ważących 400 gram, to zanim znaleźliśmy odpowiedni dysk, trochę się w temacie nagimnastykowaliśmy.

Pierwszy nasz dysk (jeszcze zanim Tonuś  z nami zamieszkał) był drewniany, nieduży, na łożysku, dość cichy, o odpowiednim kącie nachylenia. Toneczek jako malutki chlopczyk jeżowy dużo biegał jako typowy eksplorer, więc dysk był początkowo meblem na wybiegu.

Natomiast  gdy mały zaskoczył, że można na niego wchodzić i to nie w celu wybiegania jeżowych kroczków, to szybko trzeba było się go pozbyć. Nasz mały spryciarz doskonale poradził sobie ze złapaniem pionu i zamiast biegać, to chwiejnym krokiem przechodził środkiem do samej góry dysku i usiłował skakać z jego wyższej częsci w dół. Wysoko nie było, ale wiadomo, że o urazy u jeżyków nie jest trudno, więc dysk poszedł w odstawkę. Kiedy Tonuś nabrał troszkę ciałka i bieganie po salonie stało się nudne, stwierdziłam, że dysk być musi, żeby mały nie zalegał w tunelach rozstawionych w salonie, tylko tuptał swoje kilometry.
Kolejnym dyskiem był w miarę dobry dysk plastikowy firmy Trixie. Dysk był dobrze wyprofilowany, więc małe ciałko miało problem ze złapaniem pionu i utrzymaniem się na najwyższym miejscu w celu fiknięcia kozła z wysokości. Wadą dysku było to, że był bardzo lekki, więc żeby nie przewracał i nie przemieszczał się podczas biegania wypełniłam mu spód gipsem plastycznym. Był od tej chwili stabilny, ale że nie posiadał lożyska, to szybko przestawał być płynny w ruchu obrotowym, także trzeba było wymieniać go na nowy. Im większy był Tonuś, tym bardziej dysk przestawał spełniać swoją funkcję, bo Tonusiowa łapka i dupka po prostu spadały podczas biegania. Było to niebiezpieczne, bo jeżyki w swojej zapalczywości biegają nie zwracając uwagi na krew czy ból. Przykładem niech będą zakrwawione łapki po bieganiu w kołowrotku, tak „mały szczegół” jak krwawienie i ból w mniemaniu jeżusia nie może mu przecież zakłócać tuptania. Czyli dysk plastikowy Trixie przy wadze malucha około 450-500 gram był zwyczajnie za mały. Kolejny był duży, drewniany dysk robiony na zamówienie, cichy, na łożyskach, był prawie idealny. Prawie, bo Tony błyskawicznie przypomniał sobie numer z trzymaniem pionu i spadaniem z wyższej części, więc dysk szybko poszedł w odstawkę. 

Naszukaliśmy się sporo, próbowałam nawet zdobyć dysk robiony na zamówienie wg mojego projektu, ale nikt nie chciał podjąć się wykonania.
Dla mnie najważniejsze było bezpieczeństwo Tonusia, więc pomimo tego, że pewnie w desperacji zdołałabym sama dysk zrobić, nie chciałam narażać malucha na moje niedoróbki i być może idące za tym uszczerbki na jego jeżowym zdrowiu.

Kiedy już straciłam nadzieję ja i lekarka Toneczka (bo wspólnymi siłami starałyśmy się zaradzić dyskowemu brakowi) znaleźliśmy dysk doskonały. Był idealny w swoim kształcie, budowie, wspaniale dostosowany do wielkości i gabarytów Toneczka, do anatomii jego ciałka. Tak więc za sporą sumę zamówiliśmy dysk ze sklepu zoologicznego z USA w stanie Virginia. Dodam, że w sklepie można znaleźć istne perełki dla naszych jeżowych dzieci. Sklep Exotic Nutrition (link do dysku tu). Dysk szedł długo, a przesyłka łącznie z dyskiem była dość kosztowna. Ale warto, bo maluch z różną częstotliwością urozmaica sobie nocne bieganie po salonie dyskiem. Mamy go ponad rok, jeżowe ciałko ma się dobrze, a sam dysk jest w stanie doskonałym. 

Dysk przylatuje do Was kompletnie złożony, a plusem jest to, że dostajecie w komplecie odpowiednie części i narzędzia na wypadek jakiś usterek, bądź poluzowania śrub. Dysk jest bardzo cichy, niesamowicie stabilny. Toneczek odkrył szybko, ze jeśli nie zjawiam się natychmiast po jego obudzeniu w nocy by otworzyć kojec, to wystarczy wejsć na dysk, zrobić kilka obrotów, pazurki biegające robią stuk, stuk i ja zaraz się zjawiam. Z ciekawostek jeżowych mądrości dodam, że jak musialam na kilka dni wyjąć dysk z kojca, to mały żeby mnie obudzić drapał pazurkami w materiałowe drzwiczki, ocierał pyszczkiem o materiał, robił sporo hałasu, żebym mu otworzyła. Czyli jak widać jeżowy mózg jest malutki, ale całkiem sprawny jeśli czegoś bardzo chce.

Wpis ma na celu porównanie kołowrotka i dysku, jednak należy pamiętać, że najważniejszy dla jeżyka jest wybieg (klik), a dysk to wzbogacenie bodźców i dodatek, nigdy podstawa jeżowego biegania.

2 uwagi do wpisu “Dysk czy kołowrotek

  1. Pingback: Wybieg do tuptania – Quills for reals

  2. Pingback: Aktywizacja jeża leniuszka czyli „jeżu chodź się pobaw” – Quills for reals

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s