Dlaczego mój jeżyk nie lubi leżeć plecami na moich kolanach?

Zanim Toneczek ze mną zamieszkał, w ramach przygotowania się na jego przybycie gorączkowo przeszukiwałam głębiny internetu celem nabycia wiedzy o jeżowym życiu. Trafiłam -pewnie jak każdy z nas- na słodkie filmiki jeżyków, które leżą na pleckach, a ich opiekunowie masują im brzuszki. 

Oczami wyobraźni widziałam już Tonusia, słodko śpiącego na moich kolanach, a po przebudzeniu-tymi samymi oczami wyobraźni-widziałam Tonusia grzecznie leżącego na pleckach, oddającego się z błogością mojemu masowaniu. 

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że moje słodkie, kolczaste szczęście wierzga nóżynami z ogromną zapalczywością na wszystkie strony, gdy tylko chcę go wziąć na ręce, nie mówiąc o spaniu na kolanach, które okazało się zupełnie niewykonalne w przypadku Tonusia. 

O grzecznym leżeniu na pleckach zapomniałam jakieś dwa dni po tym, jak zamieszkaliśmy razem.

Pomimo tego, że Tonuś był wspaniale zsocjalizowany i zaznajomiony z dotykiem ludzkich rąk w hodowli, jego charakterek nie licował z czynnościami tak bardzo ludzkimi jak branie na ręce, trzymanie na pleckach, czy głaskanie brzuszka. Tonuś zwiedzał, eksplorował każdy kąt, był szybki jak światło i niezwykle nieustępliwy jeśli chodzi o przytulanie go.

O wielu sprawach jeżowych nie miałam wtedy pojecia, a moje doświadczenie i wiedza przychodziły z czasem, jak również wraz z poznaniem Doktor Kasi (klik).

Jeżyk jest piękną istotką, lecz jego charakter nie idzie zazwyczaj w parze z urodą.

Jest zwierzątkiem egzotycznym, drapieżnikiem, samotnikiem z natury i dzikusem polującym na żywe owady. Taka jego natura i nie zmienimy tego.

Jako drapieżnik i zwierzątko niezwykle płochliwe jeżyk instynktownie nie lubi pozycji, gdy jego brzuszek ( czyli słaby punkt w oczach naturalnych wrogów) jest odsłonięty. Czuje się wtedy zagrożony i bezbronny, więc instynktownie zwija się w klującą kuleczkę, by chronić swoje życie. Pozycja odsłoniętego brzuszka, uniesienie wewnętrzną stroną ciałka do góry jest sprzeczne z jego instynktem przetrwania, dlatego jeże zazwyczaj nie akceptują tej pozycji. 

Jeże się boją w/w pozycji, a strach powoduje, że będą walczyć leżąc na grzbiecie.

Bardzo istotne jest byśmy mieli świadomość, że jeżyki jako zwierzęta z natury niezwykle płochliwe i nieśmiałe, jako drapieżniki żyją w poczuciu ciagłego zagrożenia. Kiedy my radośnie witamy ich w naszym wspólnym domu, wijemy dla nich gniazdko, szukamy najlepszych norek/domków/kocyków, one widzą w nas swojego naturalnego wroga. Prócz tego, że jesteśmy dla jeża monstrualnych rozmiarów, to jeszcze wszystko jest nowe. Nowe dla jeżyka oznacza obce, a obce to wrogie.

Jeżyki słabo widzą, podczas gdy słuch i węch mają bardzo wyostrzony. Wszystko więc, poczawszy od naszego głosu, poprzez każdy dźwięk typu telewizor, odkurzacz, dźwięk domofonu czy telefonu, zmywarki do naczyń, pralki, początkowo sprawia, że jeżyk się boi. 

Tworzenie więzi z jeżykiem wymaga ogromnej dawki conocnej cierpliwości od opiekunów. Jeżyk każdej nocy powinien obowiązkowo mieć dostep do wybiegu, terrarium to tylko jego dzienna sypialnia. Spędzając czas ze swoją kolczastą kuleczką każdej nocy, uczymy się rozpoznawać jego reakcje, a on w dość powolnym procesie uczy się nam ufać. Każdej nocy powolutku nabiera pewności, że nie stanowimy dla niego zagrożenia, a jesteśmy atrakcyjnym urozmaiceniem wybiegu, dodatkowo mamy „złote ręce” karmiące owadami. 

Jak już uda nam się szczęśliwie przetrwać trudny dla jeżyka czas quillingu, burzliwy okres zmian hormonalnych w którym często towarzyszć nam będzie poczucie bezradności, bo jednego wieczoru będziemy mieć cudownie zsocjalizowanego jeżyka, a kolejnej nocy dzikusa, który kilka nawet tygodni nie będzie zwracał na nas uwagi, a wręcz będzie stronił od naszego towarzystwa, to możemy mówić o stabilizacji charakteru na docelowy i pełnym zaufaniu do nas, naszego jeżowego dziecka. 

W tym miejscu zmienia się w naszym wspólnym życiu bardzo wiele, bo jeżuś nam ufa. 

Wracając jednak do tematu artykułu, możemy podejmować próby kładzenia naszego jeżusia na pleckach w celu rozkosznego głaskania brzuszka, jednak wiedząc już, że niekoniecznie jest to dla niego komfortowe nie róbmy nic na siłę. Bo robiąc coś, co jeżykowi się nie podoba cofamy się w procesie budowania więzi co namniej 10 kroków wstecz.

Tak jak pisałam na początku, szybko zrezygnowałam z podejmowania prób grzbietowych u Tonusia, bo jego bunt był wybitny. Co prawda pozwalał mi głaskać swój uroczy brzuszek,  gdy spał w ciagu dnia zakopany w swoje kocyki, ale tylko pod warunkiem, że główka była przykryta, czyli czuł się bezpiecznie.

Tym co teraz napiszę, pewnie dodam otuchy opiekunom będącym na początku jeżowej drogi.
Toneczek gdy skończył półtorej roku-czyli zakończył się quilling z podziałką na dwa razy u nas, ustały zmiany hormonalne-pewnego dnia sam z siebie okazał mi niesamowitą dawkę jeżowej miłości i zaufania. Zazwyczaj biegał sobie po pokoju, a ja wiernie towarzyszyłam mu siedząc na podłodze, mówiąc do niego, karmiąc owadami-byłam atrakcyjnym wzbogaceniem wybiegu. Tonuś nie był zainteresowany głaskaniem, niespecjalnie dawał się dotykać, był w ciągłym ruchu. I pewnego dnia postanowił siąść koło mnie, następnego dnia położył się koło moich nóg pozwalając się głaskać. Kolejne dni przyniosły samodzielne rzucanie się na plecki w celu masowania brzuszka. Kolejne tygodnie dał mi w prezencie ocieranie się o moje nogi, delikatne skubanie mojej twarzy, bieganie naokoło mnie, popisywanie się jak malutkie dziecko w celu skupienia mojej uwagi tylko na nim. Żebractwo owadowe ma Toneczek opanowane na najwyższym poziomie, by dostać kolejnego karaczana jest w stanie wspiąć się po moich nogach, delikatnie mnie lizać, chodzić w tą i z powrotem ocierając pyszczkiem o moje nogi, by tylko dostać kolejnego owada. Przykładów naszej więzi mogłabym tu mnożyć w nieskończoność.

Dodam bardzo ważną rzecz. Spędzam z Toneczkiem każdą jego nocną aktywność, mamy swoje rytuały, które są niezmienne od prawie dwóch lat. Włożyłam i każdej nocy wkładam ogrom pracy i nadludzką wręcz cierpliwość, by nasza więź była tak niezwykła. To wszystko o czym piszę nie działo się z dnia na dzień, a wymagało wielu miesięcy wytrwałości. Pomimo naszej wspaniałej relacji i interakcji Tonusia, on wciąż jest jeżykiem. Wciąż płoszy się na nieznane dźwięki, za szybki ruch ręki, głośniejsze tony. Nie zmienię jego natury, a wręcz staram się ją pielęgnować, bo jeżyk to jeżyk i najszczęśliwszy będzie, jeśli pozwolimy mu być jeżem a nie domową maskotką, u której eliminować będziemy naturalne zachowania. 

Moim zdaniem-płynącym z własnego doświadczenia-możemy osiągnąć spektakularne efekty silnej więzi z naszym jeżykiem idąc zgodnie z jego zasadami, czytając mowę jego ciałka, podążając za nim. Nic na siłę, nic wbrew jeżykowi.

Oczywiście jak wszyscy wiemy zdarzają się jeżyki, które są typem przytulaka. W artykule skupiłam się na tych, które przytulania nie lubią, ale jak widać na moim i Tonusia przykładzie cierpliwość, conocna praca włożona w budowanie więzi z jeżykiem tak charakternym jak Tony przynosi cudowne efekty.

Im więcej czasu spędzamy ze swoim jeżykiem, tym więcej się o nim dowiadujemy, potrafimy odczytywać mowę ciała, wiemy co jeżyk chce nam przekazać. Czas i cierpliwość to nasi główni sprzymierzeńcy w budowaniu silnej więzi z naszym jeżykiem.

A kładzenie Tonusia pleckami na moich kolanach do dziś jest niemożliwe, bo on tego nie akceptuje. Natomiast tak jak napisałam wcześniej Tony sam, na swoich zasadach i w swoim czasie zdecydował, że głaskanie brzuszka na wybiegu jest ok, ale tylko wtedy gdy on tego chce. 

Na FB spotkasz nas tu

Na zdjęciu Tony namalowany przez mnie w programie Procreate

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s