Jeż — mały wielki cud!

Dziś opowiem Wam historię o sile miłości do jeżyków, empatii, niezwykłych ludziach, spełnionych marzeniach ale też ciemnej i mrocznej stronie człowieka, krzywdzie zwierząt, łzach, bólu, rozpaczy i bezradności.

Bohaterami dzisiejszego artykułu są: Ośrodek Rehabilitacji Jeży w Stanowicach, Śląska Fundacja „Życie dla Jeży”, niezwykła Joanna Suwała — założycielka i prezeska wymienionych instytucji, dr Kasia Wilk lekarka weterynarii ze specjalizacją zwierząt nieudomowionych, osoba o niezwykłym doświadczeniu i wiedzy oraz nadludzkich wręcz zdolnościach medycznych w ratowaniu jeży, Robert Wilk, cichy bohater Fundacji, człowiek o wielkim sercu i umiejętnościach projektowo-techniczno-budowlanych, które są niezbędne przy dużej ilości podopiecznych.
Oraz o wolontariuszach, którzy takim Fundacjom są niezbędnie potrzebni. 

Najważniejszymi jednak i głównymi bohaterami artykułu są cudowne jeże europejskie.

Najwspanialsze przyjaźnie i znajomości w moim życiu zawdzięczam nie komu innemu, jak mojej ukochanej kruszynce Toneczkowi. 

To dzięki Tonusiowi poznałam Dr Kasię Wilk, a dzięki Dr Kasi poznalam Joasię. 

Joasia to bizneswomen, kobieta sukcesu, która jest też niezwykle empatyczna — łączy wielką miłość do zwierząt z ogromną wiedzą i umiejętnościami w dziedzinie jeży. Joasia realizuje konsekwentnie swoje marzenia krok po kroku. 

Jednym z marzeń Joasi była systemowa, w pełni zarejestrowana (z wszystkimi niezbędnymi pozwoleniami), profesjonalna pomoc dzikim jeżom. Choć pozwolenia zdobyć nie jest łatwo, Joasi się udało — rzec by można — błyskawicznie i dzięki temu swoką jdziałalność pomocową rozpoczął Ośrodek Rehabilitacji Jeży w Stanowicach. Śląska Fundacja „Życie dla Jeży” powstała, by wspierać ośrodek finansowo w działalności jeżowej. 

Od początku pełna fascynacji, zaciśniętych mocno kciuków i podziwu dla działań Joasi wiedziałam, że chce pomagać, jednak nie do końca potrafiłam skrystalizować zakres mojej pomocy. O tym za chwilę, bo życie rozwiązało ten dylemat za mnie.

Do Ośrodka zaczęły przybywać jeże. Dodam, że przybywały na pełnej petardzie, czyli w sporych ilościach. Nie były to jeże zdrowe, lecz wymagające opieki lekarskiej, którą otrzymywały i otrzymują od wspaniałej Dr Kasi Wilk oraz opieki i rehabilitacji w Ośrodku. Niektóre jeże przebywały w Ośrodku krótko, by w pełni zdrowia powrócić na wolność, inne pozostają do dziś, bo ich stan wciąż jest niepewny. Część tych pięknych istot — pomimo ogromnego wysiłku, zaangażowania, doświadczenia i wiedzy Dr Kasi oraz Joasi pozostało już tylko w naszych sercach i pamięci. Pomimo tego, że bitwa z czasem o nie trwała do ostatniego oddechu, jeże nie podjęły walki o życie ze względu na zaawansowane choroby, rany lub stan totalnego wycieńczenia w momencie przybycia do Ośrodka.

Przyszedł też czas, że prócz dużych jeżyn i jeżyków pojawiać zaczęły się też jeżowe dzieci i oseski. Te przecudne maluszki, budzące każdorazowo nasz zachwyt — często pokazywane w Internecie — niezwykle trudno odratować. 

Powód jest prosty: one potrzebują mamy jeżowej i jej mleka a nie człowieka. 

Niestety głównie z winy ludzi maluszki trafiają do Ośrodka. 

To człowiek zapamiętale kosi trawniki bez wcześniejszej inspekcji, nie biorąc pod uwagę tego, że gdzieś tam może być gniazdo jeżowej rodziny.

To człowiek zabija jeżyki nie zwalniając na drodze „bo to tylko jeż”.

To człowiek nie pilnuje dużych psów spuszczonych ze smyczy, a nie każdy jeż potrafi się obronić.

To w końcu bezmyślne, pozbawione podstawowej wiedzy i empatii dzieci wybierają jeżątka z gniazd i skazują na powolną śmierć w męczarniach lub szczękach innych zwierząt. Dzięki wspaniałym dziewczynom z Siemianowic trafiła do nas Celestynka. Była malutka, przestraszona, wychudzona, zapchlona. Przeżyła zbyt wiele, jak na tak małą istotkę. Cudem uniknęła przerażającej śmierci, chowając się. Jej rodzeństwo z miotu nie miało tyle szczęścia. Dzieci na miejskim placu zabaw urządziły jeżątkom rzeź. Celestynka dziś waży prawie 500 gram, choć dziś czuje się o niebo lepiej, wciąż jest bardzo wylękniona, nawet jak na jeżyka. Długo musieliśmy zdobywać jej zaufanie po tym co się wydarzyło.

Jak widać jeden czlowiek szkodzi i zabija, drugi robi co tylko w jego mocy, by pomóc.

Wyobraźcie sobie proszę jeżątko wielkości kciuka, ważące poniżej trzydziestu gram, którego matka ginie pod kosiarką zaledwie dobę po porodzie, czasem w trakcie. Widok maleństwa, którego skórka jest tak cienka, że prześwitują przez nią organy wewnętrzne, zamknięte oczka, niesłyszące uszka i dramat, który nigdy nie powinien się wydarzyć. Odratowanie osesków jest niezwykle trudne, a sam proces karmienia bardzo wymagający. To malutkie ciałeczko jest tak bardzo niestabilne, że w ciągu dosłownie godziny nastąpić może dramatyczny zwrot akcji i osesek odchodzi. My natomiast pozostajemy w rozpaczy, z wciąż ponawianymi pytaniami, czy mogliśmy zrobić coś jeszcze… 

Kolejnymi małymi-acz już nie oseskami-podopiecznymi, trafiającymi pod skrzydła Ośrodka są malutkie dzieci jeżowe. Najczęściej odwodnione, zapchlone w ilościach niewyobrażalnych. Na pierwszy, rzut niedoświadczonego w ratowaniu jeży, oka wydają się być oseskami, bo odwodnione, głodne, często są malutkie jak na swój wiek, ich oczka są zamknięte w skutek w/w powodów. W tych maluszkach jest ogromna siła przetrwania. Znajdowane są na ruchliwych ulicach, tułają się w poszukiwaniu pożywienia i wody, starają się ze wszystkich sił przetrwać. 

Jeśli trafiają na dobre serca ludzkie, które szybko przekazują je w profesjonalne ręce, mają ogromne szanse na przeżycie. Takie maluchy prócz pcheł borykają się często z infekcjami dróg oddechowych, ranami, lecz tak jak już pisałam, ich wola przetrwania i walka o swoje malutkie życie jest ogromna. 

Bywa i tak, że jeżowe dzieci trafiają do nas za późno i pomimo walki do ostatniej sekundy, przegrywamy…

Nigdy nie zapomnę dziewczynki jeżowej, która przyjechała do Ośrodka w bardzo złym stanie. Widać było równo obcięte igiełki, czyli domniemać można było, że dosięgła ją kosiarka. Z trudem łapała powietrze,  walcząc o każdy oddech. Została zaopatrzona lekowo i w trybie pilnym przekazana w najlepsze ręce, czyli Dr Kasi Wilk. 

Merida Waleczna (zdjęcie nr 15 w galerii), bo takie otrzymała imię walczyła o życie. Walczyła o nią również Dr Kasia z całych sił. Karmiona sondą, zaopatrzona lekami, nawadniana, utrzymywana w cieple nie dała rady. Odeszła zostawiając w nas wielką pustkę i rozpacz. Po badaniu sekcyjnym okazało się, że ludzkie ręce w których była kosiarka doprowadziły Meridę do śmierci, obrażenia wewnętrzne były zbyt rozległe, by móc ją uratować. 

Kolejny maluch, który zostawił puste miejsce w moim sercu to Blancik, imię otrzymał z powodu skrętu ciałka które towarzyszło mu gdy trafił do Ośrodka. Blancik (zdjęcie nr 15 w galerii) był bardzo wyziębiony. Walka o niego trwała całą noc bez najmniejszej przerwy, kolejnego dnia była gwałtowna poprawa, by w nocy wszystkie objawy neurologiczne wróciły ze zdwojoną siła. Ten przecudnej urody maluszek zmarł mi na rękach, po długich godzinach nieustannej walki o niego. To kolejna ofiara ludzkich rąk jak pokazała sekcja. Znów wielka pustka i łzy…

Na szczęście w tym roku zdecydowaną większość maluchów udało się uratować.

Jednym z przykładów jest Tanosek, nasz bohater. Tanosek (zdjęcia nr 9, 10, 11, 14 w galerii), trafił do Ośrodka z dwójką rodzeństwa (znów tragedia, czlowiek+kosiarka, śmierć mamy jeżowej). Oseski z wagą 28-34 gr dotarły po dobie od znalezienia. Karmione nieumiejętnie mlekiem krowim (laktoza z takiego mleka zabija jeże!), wyziębione, z nieodmasowanymi brzuszkami, niewypróżniające się od co najmniej doby. Pierwszy chłopczyk — pomimo zaopatrzenia lekami — zmarł kilka godzin po przybyciu do Ośrodka, jego jelita były w tragicznym stanie, kilka dni później odeszła jego siostra. Został maleńki — najmniejszy z miotu — Tanosik, o którego walka trwała długie dnie i noce, nie dające szans na sen, bo stan Tanoska pogorszyć potrafił się w ciągu kilku dosłownie minut. Przyznam się, że po dwóch nocach, gdzie pomimo zapewnienia mu wszystkiego co niezbędne, ciągłej obserwacji, kroplówek, straciłam nadzieję na to, że uda nam się ten malusieńki Cud uratować. Jednak walka Dr Kasi jaką każdorazowo podejmowała o Tanosa dodawała mi sił i przywracała wiarę w tę kruszynkę jeżową. Historia Tanoska to długa, pełna dramatycznych zwrotów akcji historia, warta opowiedzenia. Z pewnością poświęcę  jej osobny wpis. Determinacja Dr Kasi i waleczność naszego bohatera podarowały mu życie. Tanosek, który jako maluch był kilkukrotnie na granicy życia i śmierci, dziś waży 700 gram, jest zupełnie zdrowy i niezwykle piękny. To taka nasza fundacyjna gwiazdeczka.

Ośrodek nigdy nie odmawia pomocy, czy to dużym, czy malutkim jeżykom. Choć czasem sił brak, energia równa się zeru, nie ma czasu na sen, to zawsze wykrzesamy dodatkowe siły na ratowanie jeży. 

Jeśli spotkacie na swojej drodze maluszka, który jest sam w ciągu dnia a potrafi już chodzić, nie czekajcie aż mama przyjdzie po niego. Jego mama prawdopodobnie zginęla pod kołami samochodu, czy zostala skoszona razem z trawami. Taki maluch wyszedl z gniazda szukając pożywienia. Najważniejsze by go zaopatrzyć, czyli delikatnie ogrzać (termofor, butelka z ciepła wodą — nie gorącą! zawinięta w ręcznik) i natychmiastowy kontakt z Ośrodkami i Fundacjami pomagającymi profesjonalnie jeżom. Rozejrzyjcie się też koniecznie, czy nie widać innych malców.
W miocie jeżowym jest zazwyczaj kilka maluchów, wiec z dużym prawdopodobieństwem jeśli przeżyły, będą gdzieś niedaleko. 

Jeśli znajdziecie przypadkiem gniazdo jeżowej rodziny, w którym są maluszki, ale nie ma mamy jeżowej, pod żadnym pozorem nie dotykajcie i nie zabierajcie dzieci od razu. Matka mogła wyjść na żerowanie i zostawiła młode same. Zajrzyjcie do maluchów za kilka godzin, z dużym prawdopodobieństwem będzie z nimi już mama. Jeśli jednak przez kilka godzin mama nie wraca, oznaczač to może najgorsze. Wtedy delikatnie przełóżcie maluszki do pojemnika z termoforem (nigdy nie gorącym) i w trybie natychmiastowym dostarczcie do Ośrodka lub Fundacji zjamującej się jeżami. 

Nigdy nie pomagajcie na własną rękę. 

Nawet najlepsze chęci doprowadzić mogą do najgorszego. Nigdy nie karmcie jeżątek samodzielnie! Prócz tego, że maluchy potrzebują specjalitycznego preparatu melkozastępczego, którego nie kupicie w sklepie zoologicznym,  samo nieumiejętne karmienie doprowadzić może do śmierci maluszka. Jeżątka czy to oseski, czy nieco starsze trzeba zaopatrzyć lekowo, dowodnić, odrobaczyć, nie zrobicie tego sami.

Człowiek ma dobrą i złą stronę. 

Człowiek bywa mądry, empatyczny, myślący, lecz bywa też okrutny, zamknięty na cierpienie zwierząt. Wiele jeży dużych i małych uniknęłoby śmierci, czy pobytu w Ośrodku gdyby nie bezmyślność ludzka…

Nie chcę skupiać się na ciemnej, mrocznej i pozbawionej emocji stronie człowieka, lecz patrząc jak malutkie ciałko jeżowe, pomimo ogromnego wysiłku ze strony osób ratujących je, umiera na dłoni, ciężko nie wspomnieć choć o tym, że są wśród nas bardzo, bardzo źli ludzie. Ludzie, którym los jeży i innych zwierząt jest obojętny. Ludzie, którym znęcanie się na małymi i dużymi jeżykami sprawia chorą satysfakcję…

Jest też ogrom wspaniałych ludzi, którzy znajdując dzieci jeżowe, dorosłe jeże w potrzebie natychmiast przekazują je w miejsca, gdzie mają szanse na życie. 

W Ośrodku Rehabilitacji Jeży w Stanowicach i Śląskiej Fundacji „Życie dla Jeży” każdego dnia, a bywa że również nocy przybywają nowi podopieczni, każdego dnia i nocy dzieją się cuda, przeplatane ze łzami i rozpaczą nad tymi jeżykami, dla których pomoc przyszła za późno. Są wspaniałe chwile, gdy zdrowe już jeże oddawane są wolności, by mogły cieszyć się swoim jeżowym życiem i przedłużać zagrożony gatunek.

Dopóki starczy sił i środków finansowych; dopóki będzie w nas ta determinacja do ratowania nawet nierokujących istnień jeżowych do ostatniego oddechu; dopóki łzy i rozpacz po odejściu podopiecznych, którym nie udało się przeżyć będą prawdziwe i głębokie aż do serca — dopóty walczyć będziemy o każdego jeża, niezależnie od tego czy waży 20 gr czy 1 kg. Bo dla nas każde życie jeżowe jest absolutnie wyjątkowe i bezcenne.

Dzięki Toneczkowi poznalam dwie najbardziej waleczne i mądre kobiety w moim życiu. Kobiety, które nigdy nie poddają się w walce o ratowanie jeży, nawet gdy wydaje się że nie ma szans, one walczą do ostatniego oddechu. 

Joanna Suwała i Dr Kasia Wilk — wielki prezent od Tonusia dostałam w postaci tych cudownych kobiet.

W tym miejscu chciałabym złożyć jeszcze szczególne podziękowania Państwu Szwed z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Jeżurkowo (strona) i Panu Jerzemu z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Jerzy dla Jeży (strona) — Państwa pomoc i wiedza, którą się z nami podzieliliście jest nieoceniona.

Dziękujemy wszystkim dotychczasowym sponsorom i prosimy o dalszą pomoc.

Jeśli chcecie wesprzeć Śląską Fundację „Życie dla Jeży” i Ośrodek Rehabilitacji Jeży w Stanowicach przekażcie proszę darowiznę na konto Fundacji

Konto bankowe Fundacji do wpłat:

mBank 65 1140 2004 0000 3102 8102 4537

Tutaj liczy się każda złotówka.

Zdjęcia są własnością Ośrodka Rehabilitacji Jeży w Stanowicach, kopiowanie oraz powielanie bez zgody Ośrodka zabronione.

Przedruk artykułu lub jego części tylko i wyłącznie za zgodą Prezes Ośrodka Rehabilitacji Jeży w Stanowicach—Joanny Suwały.

Wszystkie dane Fundacji i Ośrodka, oraz historie jeżowe i kontakt bezpośredni znajdziecie tu — na stronie fundacji

Joanna Suwała
Dr Kasia Wilk podczas badania jeżynki

Toś i Bunia (2)

Dorośli podopieczni Fundacji (3, 4)

Joanna Suwała podczas wypuszczania zdrowych już jeży na wolność (5, 7)

Klejek (8)

Tanosek (9, 10, 11, 14)

Moje pożegnanie z odchowanymi Saszą i Daszą, które poszły dziczeć przed wypuszczeniem na wolność (12, 13)

Tanosek od oseska do dużego jeżyka (14)

Merida Waleczna i Blancik na zawsze w naszych sercach (15)

Bunia nawiązująca bliską przyjaźń z tapczanem (16)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s